Chciałabym mieć jeszcze 5 lat. Te dzieci mają tyle zabawek i tyle fajnych zajęć że chciałabym dołączyć do nich. To przedszkole jest prywatne i sportowe co oznacza że jak się rok szkolny zaczyna to nie ma odpoczynku dla tych dzieci. Cały czas się ruszają - między zwanymi "circle times", zajęcia albo po angielsku albo po węgiersku, dzieci mają pływanie 3 razy w tygodniu po godzine, jeżdża na rolkach i na nartach na jesieni, mają jazde konną na wiosne, z 20 zaplanowanych wycieczek na samą jesień, wolny czas na zabawe, ah no i trzeba gdzieś tam wcisnąć 3 posiłki, i wszystko w ciągun7/8 godzin. Te dzieci robią bardzo dużo na codzień! Ale w sumie to jest prywatne sportowe przedszkole więc ma to jakiś sens. To jest zarówno przedszkole dwu-językowe, i zaczynam myśleć że każde takie jest, więc dużo rzeczy jest robione albo mówione po angielsku. Na szczęście my możemy dużo z tych rzeczy robić z tymi dziecmi więc też mamy z tego frajdę. Samo przedszkole jest piękne! Mają prywatny basen, i duży dla większych dzieci i mały dla tych maluchów które jeszcze muszą się nauczyć, i plac zabaw w ogródku gdzie dzieci mogą pobiegać i się wystarczająco zmęczyć na leżakowanie. Ah no tak, między tymi wszystkimi zajęciami dzieci mają zaplanowane 2 godzinne leżakowanie. To jest jedyny czas kiedy z Liz możemy się zorganizować, przygotować i odpocząć trochę. W każdym razie, jak szkoła wygląda to nie będe opisywała tylko można zobaczyć w zdjęciach. Ale mogę za to powiedzieć o tych fajnych rzeczach które są dodane do zajęć żeby dzień szybciej upływał. Na przykład, kiedykolwiek dzieci skończą coś jeść muszą powiedzieć po angielsku: "Skończyłem mój obiad (albo przeką skę). Czy mogę pójść umyć ręcę, umyć twarz, i umyć zęby?" I dopiero wtedy kiedy zostanie powiedziane że może odejść i cała woda zostanie wypita to dziecko może odstawić tależ i kubek. Kiedy dzieci idą spać, podchodzimy do każdego dziecka, bieżemy ich kołderke i ich przykrywamy, i śpiewamy tą piosenkę: "dobranoc Lily (na przykład), dobranoc Lily, dobranoc Lily, już czas zaśnąć." Całkowicie się zakochałam w tych małych angielskich zdaniach które pozwalają dzieciom poczwiczyć ich angielski, nauczyć się go, i dalej się bawić.
Zanim zaczyełyśmy w poniedziałek, poszłyśmy w czwartek i piątek na kilka godziń żeby poznać dzieci, zobaczyć szkołe i poznać Éve, Pani z którą będziemy pracować i która mówi po angielsku dosyć dobrze. Podczas kiedy byłyśmy tam przez pierwsze dwa dni były tam dwójka chłopców Evy i najmłodszy był przesmieszny. Nazywał się Bendy, to jest skrót od Bendelous...ojcieć Atilly the Hun, co samo w sobie jest super :) Za każdym razem jak wychodziliśmy na dwór, on był zfasynowany jaszczurkami które biegały po ogródku. Kochał łapać te małe jaszczurki, ale skoro robił to często to jaszczurki zmądrzały i przestały schodzik do jego poziomu do sięgania. No i to spowodowało że Bendy nie był zadowolony z tej odległości, ale zamiast krzyczeć albo pójść i znaleść nowy hobby to on by po prostu usiadł na trawie w jednym miejscu i się patrzył. Mógł by tak tam siedzieć przez 10 minut zanim by się trochę zdenerwował, odwrócił do mamy i powiedział że nie widzi żadnych jaszczurek. Jak na pierwszy widok na węgierskie dzieci, to serce mi trochę stopniało dlatego że mogą być takie słodkie i spokojne dzieci. W poniedziałek zaczełyśmy pracę i mogłyśmy poznać większość dzieci z którymi będziemy przez następny rok. Są naprawdę dość niesamowite! Na razie mamy mniej więcej 12 i mamy nadzieje nie mieć więcej niż 18, bo wtedy to po prostu jest ich za dużo. Ja lubię naszą 12 bo ta grupa nie jest za duża, ale też nie jest za mała. Pomimo tego że pierwsze kilka dni wydają się długie i męczonce bo nigdy nie byłam wokół tyle dzieci w tym wieku przez tak długi czas, to widzę że ten rok minie bardzo szybko! Będzie pełen tyle fajnych rzeczy i śmiesznych historii że na 100% wiem że to nie będzie ostatni mój wpis :)
I wish I was still 5 years old. The amount of toys and the activities the kids are doing are so much fun that I wish I could join them. The preschool is private and it turns out that is a sports preschool, meaning once the school year starts, there is no rest for the kids. They are moving nonstop - in between circle times, either in Hungarian or English, they have swimming three times a week, skating and skiing during fall, horseback riding during spring, the 20 fieldtrips planned for fall alone, free time, oh and fitting some meals in between all of this, all in about 7/8 hours. There is so much these kids do! But then again it is a private sports preschool so I guess it makes sense. They also are a bilingual school, as I am beginning to think most schools are, so plenty of things are said or done in English. Luckily we get to do a lot of these activities with the kids so we get to enjoy them in a way too! The preschool itself is a wonderful place. They have a private pool, both for the bigger kids and a tiny one for the little kids, and a playground in the backyard that gives them plenty of room to run around and get tired for nap time. Oh right, in between all of their activities they have to fit a two hour nap time. This is the only time that Liz and I get to regroup, organize a bit and relax ourselves. Anyway, what the school actually looks like you can see in the pictures so I won't describe it. But I will say there are wonderful things that are set in place as rules or organizational tools that help the day go by. For example whenever the kids are done eating they have to raise their hands and when called on say exactly this: "I have finished my lunch (or snack). Can I go wash my hands, and wash my face, and brush my teeth?" And only once they have been excused and have drunk all their water they can leave. When the kids go to sleep, we walk around to each kid, take their blanket and cover them with it while singing "goodnight Lily (for example), goodnight Lily, goodnight Lily, it's time to go to sleep." I absolutely fell in love with these small English phrases that allow the kids to learn their English, practice it, and still have fun.
Before we started on Monday, we went or a few hours on Thursday and Friday to visit the children, see what the preschool is like and meet Éva, with whom we will be working with and who speaks English quite well. While we were there those first two days, Eva's two little boys were with us and the younger one really was a funny guy. His name was Bendy, which is short for Bendelous...father of Atilla the Hun which in itself is a pretty awesome name. Every time we went outside, he was fascinated by the lizards that would run around once in a while. He loved catching them, but since he did it so much the lizards got smart and stopped coming down to his reaching level. Well this made Bendy not too happy, but instead of yelling or finding a new hobby, he would just sit on the grass in one spot and look. He could sit like that for 10 minutes before he got a little upset, would turn to Eva and say that he can't see any lizards. As a first impression of Hungarian children, this made my heart melt a little at how sweet and calm some of them can be. On Monday we started work and we got to meet most of the kids we will be spending the year with. They are really quite awesome! We have about 12 so far and we are hoping to not have more than 18, because then there is just too many of them. I like 12 because thats a good group that isn't too big but also isn't too small. Although the first few days seem long and tiring because I have never been around children this young for this long during the day, I can see that this year will go by so quickly! It will be filled with fun things and so many funny stories that I'm sure this won't be the last post I write :)
No comments:
Post a Comment