On Friday we went to dinner at a nice restaurant in the city with the entire program as the opening to this new year of teaching English. This was really the first time we all got to eat really Hungarian dishes and see what the real meaning of Paprika Chicken is. After the dinner I went out with a few friends for a night cruise along the Danube to see the sights and it was an amazing start of a new journey. When we got home, I went to bed as I was tired and didn't feel too well...and that's when it started. All night I tossed and turned because my stomach was clearly digesting something and was having issues. Sadly at 4 am I got up and went to the bathroom in a hurry. The rest is history. On the first day of orientation, Saturday, I spent the entire day in bed with the stomach flu and a fever. While everyone was learning Hungarian, I was learning what position lying down had the least amount of pain. While everyone bonded with each other, I bonded with my pillow and the toilet. Luckily the horror did not last too long and by the time I got up on Sunday morning, I felt much better. The next two days I spent recovering slowly, not going out too much because it was a little too tiring and eating very VERY carefully. It was quite sad that I got sick right at the beginning and after my first Hungarian meal (I still am hesitant to eat Paprika Chicken, although I know it wasn't the meal in general just something in that one specifically that was bad), but I was glad when my sickness was over. Seems like I wasn't the only one to get sick, although I was the only one to get it that bad. Most people got a little sick over the next few days, but that was a combination of jet lag, overindulgence in Hungarian delicacies, and general anxiety. My cure for the stomach flu? Eating a grilled ham and cheese sandwich and a glass of white wine :)
W piątek poszliśmy na elegancki obiad razem z całą grupą na rozpoczęcie tego nowego roku uczenia angielskiego na Węgrzech. To był pierwszy raz kiedy wszyscy mogliśmy zjeść prawdziwe węgierskie dania i spróbować ten słynny kurczak z papriką. Po obiedzie poszłam z znajomymi na nocną wycieczkę łódką po Dunie i to bym pierwszy moment kiedy mogłam zobaczyć wszystkie ważne budynki nocą i z tym rozpocząć moją przygodę w wielkim mieście. Kiedy wróciłyśmy do hostelu, ja poszłam prosto spać skoro byłam zmęczona i się zle czułam....i wtedy wszystko się zaczeło. Całą noc przewracałam się w łóżku bo czułam że coś mój bruch nie może przetrawić czegoś z obiadu. Niestety wstałam o 4 nad ranem i poszłam do łazienki w pośpiechu. Reszta to już historia. W niedziele, pierwszy dzień orientacji, ja spędziłam cały dzień w łóżku z grypą żołądkową i temperaturą. Podczas kiedy wszyscy się uczyli węgierskiego, ja się uczyłam jaka pozycja w moim łóżku daje najmniej bólu. Podczas kiedy inni się poznawali na wzajem, ja się zaponawałam z moją poduszką i toaletą. Na szczęście ten horror długo nie trwał i jak już wstałam w niedzielę, czułam się znacznie lepiej. Następne dwa dni spędziłam kurując się powoli, nie wychodząc za dużo bo jednak szybko się męczyłam i jedząc bardzo BARDZO ostrożnie. Jest to dość smutne żerozchorowałam się zaraz na początku i zaraz po moim pierwszym prawdziwym węgierskim daniu (dalej jestem niezdecydowana w sprawie jedzenia kurczaka z papriką choć wiem że to nie jest ogólnie to danie tylko coś w tym specifycznym daniu który zjadłam), ale i tak się bardzo cieszyłam kiedy ta choroba mnie już mineła. Okazało się że nie byłam jedyną osobą która się rochorowała, choć byłam jedyną która się tak mocno rozchorowała. Większość ludzi trochę źle się czuło, ale to była kombinacja jet lagu, nadjedzenia węgierskich pyszności na raz, i ogólny niepokój. Moje lekarstwo na grypę żołądkową? Zjedzenie grillowanej kanapki z szynką i serem i kieliszek wina białego :)
 |
| Ruiny w góże |
 |
| Wszędzie są papriki!!!! |
 |
| Główny targ |
 |
| Zamek Buda zza dnia |
 |
| Statue Wolności na górze Gellerta |
 |
| Zamek Buda zza nocy |
 |
| Parlament |
 |
| Kościół Świętego Stefana |
No comments:
Post a Comment